I jeszcze tylko… Styczeń, Luty, Marzec, Kwiecień i…

Wakacje! Znów będą wakacje!

_ZUL2314

No to wygląda na to, że wróciłem z urlopu.

Co prawda jako pies jestem wiecznie na urlopie, ale też nie do końca, bo przecież prowadzę dla was facebooka superpolisa.pl, swój instagram, oraz stronę wyjdznaspacer.pl. Ale nie o pracy miało być, tylko o wypoczywaniu, więc nie wspomnę już nawet o swoim Pintereście.

Tak czy inaczej wróciłem ze wspaniałego wyjazdu, o bardzo nostalgiczno-romantycznym charakterze, za co muszę podziękować mojemu Panu, że tak pięknie to wszystko wymyślił i zorganizował.

Swoją drogą, chociaż koncepcja pieniędzy jest mi raczej obca, to chyba muszę z nim porozmawiać (żeby to było takie łatwe) o tym, by napisał książkę jak żyć spektakularnie i jednocześnie tanio – bo ilość rzeczy jakie przeżyliśmy i zobaczyliśmy w trakcie tej podróży, ilość rzeczy jakie ZJEDLIŚMY, mogłaby sugerować, że jesteśmy milionerami. A jest wręcz przeciwnie. Po prostu, pan mój zna kilka jak to się modnie nazywa „life hacków”, czyli sposobów, jak przy odrobinie planowania, i poświęcając trochę czasu, żyć przyjemnie i nie drogo. Ale to inny temat na inną okazję.

Gdzie byliśmy? Otóż ubezpieczywszy się uprzednio na wyjazd (za niewielką sumę 75 złotych za trochę ponad dwa tygodnie) przez stronę Superpolisy, postanowiliśmy pojechać trasą jakiej nie powstydziłby się sam agent 007 – James Bond. Z Polski, przez Czechy i Austrię (swoją droga uważam Mikulov za urokliwe miejsce) do Włoch, Szwajcarii i Francji zatrzymując się w następujących miejscach:

Cortina d’Ampezzo (znana z „Różowej Pantery”) – St. Moritz (przez przełęcze Jaufen, San Leonardo, Stelvio, Umbrail i Offen, znane choćby z „Goldfingera”) – Jezioro Como („Ocean’s 12” i „Casino Royale”) – Lazurowe Wybrzeże (oryginalne, książkowe „Casino Royale” to kasyno w Monte Carlo), oraz okolice jeziora Garda, w regionie Valpolicella, gdzie wytwarzane jest jedno z najlepszych na świecie win czerwonych, Amarone. A w pobliskiej Weronie to wiadomo kto się w kim zakochał wbrew woli rodziców i jak to się tragicznie skończyło.

_ZUL1036

Za kierownicą wybranego na tą podróż samochodu – Toyoty GT86, w dwa tygodnie pokonaliśmy prawie 5000 kilometrów i to bez specjalnego zmęczenia.

Zresztą słowo o naszym samochodzie – udostępniła go nam Toyota Motor Poland za co serdecznie dziękujemy, bo nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić lepszego samochodu na taką podróż. W trasie palącego średnio 7.5 litra na 100km, a w górach będącego jak dobrze dopasowana rękawiczka. Małego, zwinnego, skręcającego jak po szynach. Zostawiającego w tyle absolutnie wszystko. Samochodu, który mój Pan mógł po serpentynach prowadzić pełnym gazem, taką dawał mu on pewność. A przy okazji dużo radości i satysfakcji. Choćby z tego, że mógł na wyjściach z „agrafek” wciskać gaz do dechy i bez śladu podsterowności wykańczać każdy zakręt pięknym „bokiem”. Do tego przestronna Toyota zmieściła w bagażniku wszystkie nasze bambetle (pomimo napędu na tył i dużego worka mojej ulubionej karmy), i mimo że nadwozie jest kompaktowych kształtów – co na wąskiej przełęczy Stelvio było nie bez znaczenia, w Lamboghini ciężko byłoby się zmieścić na tej drodze – jej spora kabina( ja podróżuje z przodu w specjalnych psich pasach) sprawiała, że nie musieliśmy się do siebie zbytnio zbliżać. Jeśli nie zaszła taka potrzeba.

_ZUL1215

A jak było? Zupełnie cudownie.

Przejechaliśmy najtrudniejszymi alpejskimi drogami, pełną parą, nie biorąc jeńców. Weszliśmy na Muottas Muragl i pod lodowiec Morteratsch. Niesamowity widok, gdy zamarznięta od milionów lat woda topi się na twoich oczach i spływa w dół doliny wartkim strumieniem.

_ZUL1718

Jedliśmy najlepsze potrawy kuchni włoskiej, ale także te najprostsze – bo na tym przecież polega magia tej kuchni (właśnie zaczął się sezon na funghi porcini). Pływaliśmy motorówką po jeziorze Como, oglądając najpiękniejsze wille Bellaggio, Varenny i Cernobbio, oraz nurkując w tym najgłębszym jeziorze w Europie (141 metrów). Zresztą (mała rada) we Włoszech na łódkę do 40 koni mechanicznych nie jest potrzebny żaden patent. Piliśmy kawę w słynnym hotelu Villa d’Este, gdzie poznaliśmy jednego z najsłynniejszych włoskich, męskich krawców Gianniego Campagna. Obiecał, że nas pozna z Georgem Clooney, ale niestety musieliśmy jechać dalej.

_ZUL1972

Na lazurowym wybrzeżu zwiedziliśmy, położone o podnóży Alpi Maritimi, San Remo. Słuchając zapętlonego „Nel Blu Dipinto di Blu” przechadzaliśmy się jego urokliwymi uliczkami, z powiewającym między oknami praniem i zapachami dobiegającymi z kuchni, gdzie włoskie mammy gotowały przysmaki dla swoich dorosłych synów. Zresztą widoki w każdym kolejnym miejscu zamieszkania były coraz lepsze. W Monaco zachwycaliśmy się jachtami w porcie i supersamochodami pod kasynem w Monte Carlo. Wszystko jest tam trochę wulgarne i w nie najlepszym guście, ale w takim miejscu wrażenie robi jednak to, że nigdzie indziej na świecie nie stoi się obok takiej ilości zgromadzonych w jednym miejscu pieniędzy. Jachty za miliard dolarów? Proszę bardzo.

_ZUL2531

Dla kontrastu, odwiedziliśmy proste i designerskie Pantone Cafe, by potem udać się do Francji, na naleśnika z cukrem, do cudownego miasteczka Eze, okalającego górę, u stóp której mieści się słynna wytwórnia perfum Fragonard. Powrotna droga wiodła przez La Turbie, gdzie za kierownicą fabrycznego mercedesa w 1903 roku zginął polskiego pochodzenia hrabia i kierowca wyścigowy Eliot Zborowski. Kubica nie był pierwszy!

_ZUL2642

Na końcu osiedliśmy w sercu Valpolicelli, pomiędzy winnicami, na pięknej kamiennej farmie z widokiem na Jezioro Garda i dolinę Adygi, ze strzegącym jej XIX wiecznym, austriackim fortem. Cisza, spokój, spacery i szybka wycieczka do Werony, by zobaczyć przedstawienie operowe. „Nabucco” Giuseppe Verdi’ego. Wystawione w wyjątkowym miejscu. Rzymskim amfiteatrze z 60 roku n.e.

_ZUL2909A jak udało nam się tego dokonać nie wydając fortuny? Oto kilka rad.

Po pierwsze, poza ubezpieczeniem w Superpolisa.pl (gwarantującym najlepsze ceny na rynku, zawarcie którego zajmuje sekundy) na wakacje należy się wybrać z przyjaciółmi. Poza tym, że jest milej to dzieląc wszystko na 4, 5,6 osób jesteśmy w stanie obniżyć koszty zamieszkania, jedzenia (jeśli jesteśmy gotowi co drugi dzień sobie gotować) oraz wynajmu wszelkiego rodzaju przyjemnych urządzeń takich jak na przykład motorówka… Po drugie tankować należy możliwe jak najczęściej poza autostradami, na których ceny na litrze benzyny potrafią być droższe o 10 a nawet 15 eurocentów. Po trzecie… jeśli chodzi o prowiant wodę, alkohol, chleb, (ten we Włoszech jest raczej obrzydliwy), czy papier toaletowy polecam dyskonty spożywcze – produkty stamtąd, uzupełnione o warzywa z lokalnego targu i szynki i kiełbaski od miejscowego rzeźnika pozwolą sporo zaoszczędzić. Amarone z Lidla, kupione za 10 euro (podobno, bo ja nie piję) smakuje tak samo dobrze jak to za 45 euro z normalnego sklepu. Zresztą często jest to dokładnie to samo wino. Po czwarte należy mieszkać blisko miejsc, które chce się odwiedzić, ale poza nimi samymi. Dlatego mieszkaliśmy nie w w.w. miejscach a obok np. w Pieve di Cadore, Pontresinie, Ossucio, Camporosso, Sant’Ambrogio di Valpolicella. Nie więcej niż 20 kilometrów od Cortiny, Cernobbio, St. Moritz, San Remo, Werony, równie pięknie, za to o wiele taniej. I po piąte, ostatnie i najważniejsze! Nie mieszkajcie w hotelach – tylko wynajmujcie domy i mieszkania przez internet i serwisy takie jak Airbnb (uważając, by nie dać się oszukać). Hotele są drogie i sprawiają, że człowiek czuje się jak turysta. Wynajmując dom, lub mieszkanie automatycznie stajemy się „tubylcami”. Mamy szanse wytworzyć więź z lokalnymi sklepikarzami (znajomość języka pomaga), czy naszym gospodarzem, który potrafi polecić najlepsze miejsca na zakupy, czy jedzenie. Do tego często są to mieszkania, które ludzie robią „dla siebie” więc są estetyczniejsze, często pełne ładnych antyków i designersich mebli, niż byle jaki hotel – a w takim z pewnością wylądujemy jeśli nie stać nas na 5 gwiazdek. A nas na przykład nie stać Nie wierzycie mi? Spójrzcie tylko na widoki „z okna” sfotografowane z miejsc, które udało nam się wynająć:

_ZUL0945_ZUL1609_ZUL2076_ZUL2259_ZUL2752Ci spośród was, którzy śledzą moje Facebooka, czy Instagram mogą znać już trochę te zdjęcia. Starałem się w miarę możliwości zamieszczać relacje na żywo z mojej podróży. Ale zdjęcia z aparatu mojego Pana chyba najlepiej oddają piękno okoliczności przyrody. Może i fajnie jest przez dwa tygodnie smażyć się na leżaku na brzegu basenu, ale nam i to się udało (choć ja sobie leżałem w cieniu) a wolimy inne podróżowanie. Prawdziwe, romantyczne Gran Turismo – Wielką Turystykę – stylowe, przemieszczanie się samochodem po kontynencie, które ma w sobie najwięcej romantycznej magii.

A sceptyków zostawiam z tą oto galerią:_ZUL1161_ZUL1666_ZUL1233_ZUL1703_ZUL2158_ZUL2054_ZUL2492 _ZUL2493_ZUL2399 _ZUL2415 _ZUL2450_ZUL2535 _ZUL2550 _ZUL2568_ZUL2627 _ZUL2646 _ZUL2686_ZUL2759 _ZUL2761 _ZUL2826_ZUL2833 _ZUL2880 _ZUL2924

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0

Spox

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *