Cudze chwalicie, swego nie znacie!

Tytuł tego wpisu, stanowi chyba moje ulubione polskie powiedzenie.

A to dlatego, że jest jednym z najbardziej prawdziwych, i mało krzywdzących. Po prostu tak jest. Dlatego postanowiłem rozpocząć serię wpisów pod tym tytułem.

Jak już zdążyliście się zorientować sporo spaceruje, łażę, podróżuję, zwiedzam. Lubię to. Lubię patrzeć na niesamowite miejsca, piękne budynki, dzieła rąk i umysłów ludzkich oraz jeszcze bardziej niesamowite kreacje matki natury.

Pokutuje w nas przeświadczenie (tak – w polskich psach takich jak ja też), że Polska jest jakaś wyjątkowo nieciekawa, brzydka, że nie ma w niej nic ładnego. Fakt – mamy sporo pracy przed sobą, żeby estetycznie doścignąć zachód, ale to nie znaczy, że nie mamy czym się pochwalić. I nie chodzi tylko o nowe inwestycje, zbudowane w ostatnich latach za pieniądze unijne, ale o to co mieliśmy i mamy już od setek lat.

Lubię myśleć, że ten blog ma jakichś stałych czytelników, więc odniosę się do postu, w którym próbowałem promować zalety Dolnego Śląska jako regionu zupełnie turystycznie niedocenianego, choć pięknego. Jednak po za tymi, którzy mieszkają w tej okolicy, może być to ziemia wydająca sie odległą. Postanowiłem więc dzisiaj, zrobić szybciutką kompilacje miejsc, z różnych zakątków Polski – które warto odwiedzić. Miejsc na każdą kieszeń, daleko i blisko.

A zresztą, czasem zupełnie niesamowite rzeczy i miejsca czają się tuż za rogiem należy je tylko odkryć. ( A potem sfotografować i wrzucić na Instagram z #wyjdznaspacer by zdjęcie pojawiło się na wyjdznaspacer.pl ).

Oto jedno z takich miejsc.

BLA_1441 BLA_1454

Arboretum Kórnickie:

Kórnickie Arboretum nie jest najlepiej strzeżonym polskim sekretem, za niewielką opłatą zwiedzić je może każdy. Mało kto jednak wie, że ta kolekcja drzew w ogóle istnieje. Wielka szkoda, bo jest to jedna z tych rzeczy obok polskich szybowców, czy pełnomorskich jachtów, z której powinniśmy być wyjątkowo dumni.

Przyzwyczajeni już jesteśmy do wszelkiego rodzaju „zabytkowości”. Kościoły, zamki, pałace, domy, mosty. W kraju zdewastowanym przez kolejne zawieruchy wojenne i lata komunistycznego gospodarzenia każda stara cegła jest nie do przecenienia. Nad drzewami przechodzimy często do porządku dziennego. Po prostu są i tyle. Szerokim łukiem omija nas fakt, czy myśl, że te żywe organizmy, z którymi tworzymy przecież ścisły ekosystem, często są starsze i może ważniejsze od kup kamienia do których przybijamy pięciokątne niebiesko białe tabliczki.  Nie tylko noszą w sobie zapisaną historię swoich dwustu, czy trzystu lat życia, ale jeszcze pozwoliły przy okazji dowiedzieć się wiele o świecie natury, czyli także o nas samych. Poza tym poza swoim naturalnym pięknem, drzewa i krzewy posiadają cechy indywidualne interesujące i często zabawne, niczym ludzie o różnych wielkościach nosów, barwie włosów, oczu czy kolorach skóry. W żadnym innym miejscu w kraju nie widać tego równie wyraźnie jak w kórnickim Arboretum. Jeśli w jakimś miejscu drzewa z całego świata zasługują, niczym piłkarze w reprezentacji, na Polskie paszporty to właśnie tu.
BLA_1272 BLA_1293

Kórnickie arboretum (łac. arbor – drzewo) należy do największych, pod względem liczby gatunków i odmian roślin, parków dendrologicznych w Europie Środkowej. Historia jego powstania sięga pierwszej połowy XIX w. i jest ściśle związana z osobami dwóch ostatnich właścicieli zamku Kórnik – Tytusa Działyńskiego oraz jego syna Jana. Historia samego zamku i jego rozbudowy i przebudowy to osobna sprawa. Najwcześniejsze informacje na temat jakiejś organizacji jego otoczenia pochodzą zaś z drugiej połowy XVIII w. gdy jego ówczesna właścicielka Teofila z Działyńskich Szołdrska-Potulicka (słynna „Biała Dama” z portretu wiszącego na zamku) urządziła tu park w modnym wówczas stylu francuskim. Symetryczne alejki, strzyżone żywopłoty, posągi i wszelkiego rodzaje kamienne sadzawki i wodotryski, których ocalałe fragmenty zarastają teraz powoli pełniąc rolę romantycznej dekoracji głównej alei dzisiejszego arboretum, stanowiły wtedy nieodłączny element każdej rezydencji magnackiej. Z dawnych czasów pozostały też nieliczne już dzisiaj lipy, świerki, buki i dęby. Niestety w ostatnich latach niszczone przez silne wichury, burze i susze. Następny rozdział w historii parku kórnickiego zaczyna się za czasów Tytusa Działyńskiego, znanego w Wielkopolsce działacza politycznego i kulturalnego.  W 1827 rozpoczął on kolejną przebudowę  zamku, równocześnie reorganizując park. Ten został znacznie powiększony i urządzony w stylu angielskim. Nowa filozofia architektury krajobrazu traktowała o dużych przestrzeniach naturalnych łąk i rozległych trawnikach, z dalekimi perspektywami i swobodnymi grupami drzew i krzewów. Przy okazji stwarzając duże możliwości wprowadzania licznych gatunków i odmian. Z tych możliwości Działyński skorzystał, sprowadzając do Kórnika około roku 1845, rośliny jakich do tej pory wielkopolska ziemia nie widziała. Na przykład Przeorzechy, Orzech Czarny, Magnolie Drzewiastą, Jodłę Grecką, czy wizytówkę arboretum niesamowity Cypryśnik Błotny, którego korzenie oddechowe (pneumatofory) wyrastają ponad ziemię tworząc dla tego drzewa kosmiczny anturaż jakby skarłowaciałych mitycznych drzewiastych potworków rodem z Harry’ego Pottera. Dzieło Tytusa, po jego śmierci, kontynuował jego syn Jan. Do zadania podchodził dużo bardziej „profesjonalnie” od ojca. Był bowiem z zamiłowania ogrodnikiem-dendrologiem, wykształconym w Paryżu z zakresu systematyki roślin i geografii drzew i krzewów. Sprowadził do swojego parku 240 odmian drzew i krzewów iglastych, oraz innych roślin z pełną świadomością pokoleniowego charakteru naukowego swojego czynu. Dla Jana park nie był już zwykłym dekoracyjnym tworem podziwianym z okien domu, ale”ogródem botanicznym szkoły leśnej”. Zgodnie z założeniem za swojego życia zgromadził na tym terenie aż 1500 gatunków drzew. Ostatni właściciel Kórnika Władysław Zamoyski, większość życie spędził we Francji i ze względów politycznych nie mógł osiedlić się w Kórniku (znajdującym się na terenie zaboru pruskiego), dokonał jednak rzeczy ważnej, dzięki której prawdopodobnie kolekcja przetrwała do naszych czasów. Po pierwszej wojnie światowej i na krótko przed śmiercią przekazał swoje dobra narodowi polskiemu, tworząc Fundację Zakłady Kórnickie. Jej pierwszy dyrektor  Antoni Wróblewski podwoił liczbę gatunków w parku i wprowadził w układzie kolekcji system rodzajowy sadząc odmiany poszczególnych gatunków obok siebie. Jego historia jest o tyle smutna, że w trakcie II wojny światowej został przez okupanta zdegradowany do roli zwykłego ogrodnika. Zmarł piastując to stanowisko. W 1952 roku rząd przekazał arboretum Polskiej Akademii Nauk, w której pieczy pozostaje do dziś.
BLA_1339 BLA_1422

O każdej porze roku spacer po arboretum jest wycieczką nie tylko wstecz historii ale także obfitującym w odkrycia przeżyciem. Gdzie indziej znajdziemy wiosną taką ilość kwiatów, Azalii, różnych odmian Magnolii, Tulipanowca, czy Dawidii Chińskiej? Gdzie indziej w naszych oczach zaroi się aż tak wielkie spektrum kolorów jesieni w obliczu soczystej czerwieni Cypryśnika błotnego, Dębu Czerwonego, czy Miłorząbu dwuklapowego (Ginko Biloba). Ile zdziwienia i zachwytu wzbudzą nie tylko wśród dzieci „niebieskie parówki’ Palecznika chińskiego, kasztany bez kolców z Kasztanowca Japońskiego, różowe owocostany Magnolii Parasolowatej, czy pachnące ciasteczkami i watą cukrową liście Grujecznika Japońskiego. W Arboretum rosną prawdziwe cuda natury, które nie powinny się nawet były w naszym klimacie przyjąć. I znowu drzewa dają nam pewną lekcję, że przy odpowiedniej opiece, miłości i w dobrych warunkach da się czasem osiągnąć niemożliwe.

Wasz. Spox. Miłośnik drzew.

BLA_1542

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0

Spox

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *