Do Genewy mnie nie zaprosili, ale…

Bycie psem bywa upierdliwe.

Na przykład do wielu miejsc nie mam wstępu. A żałuję bo interesuje mnie wszystko – podróże, muzyka, malarstwo, samochody, koty, psy, piłki, jedzenie… jak ja kocham jedzenie. No ale cóż, nie da się uciec przed faktem, że mam 4 łapy i nie umiem mówić (za to pięknie szczekam), ludzie więc traktują mnie jak kogoś bez manier co zaraz podsika rzeźbę Henry Moore’a, czy obgryzie fotel w Operze Narodowej. Ja natomiast jestem dobrze wychowany, obgryzam wyłącznie kości i takie suszone ucho świni a załatwiam swoje potrzeby na trawniczku, zaś mój Pan jeśli są to potrzeby drugiej kategorii potem je z owego trawniczka usuwa – tak pięknie go wytresowałem.

Ale do Genewy mnie nie zaprosili. A żałuję bardzo bo odbyły się tam właśnie międzynarodowe targi samochodowe, dosyć ważne z punktu widzenia kilku nowości, które tam zaprezentowano. Na nic zdały się błagania mojego Pana i cały jego spryt, który wcześniej pozwalał nam spędzać czas na korytarzach Madryckich muzeów (co raczej nie zdarza się innym psom) – nie pojechaliśmy i kropka. Nie znaczy to jednak, że nie obserwowałem (choć robiłem to spode łba) tego co się w Genewie działo. Dlatego zgodnie ze wcześniejszymi, złożonymi na Fanpage’u Superpolisa.pl obietnicami postanowiłem przygotować takie oto autorskie zestawienie tego co w Genewie było wg. mnie najciekawsze, wraz z odpowiednim komentarzem. Zaczynamy?

Absolutnym nr 1, chyba ze względu na „zwierzęcą” nazwę marki był dla mnie Jaguar F- Type SVR. 567 konny potwór z napędem na 4 koła. Rozpędza się do 320 km/h i przeznaczony jest dla tych, którzy uważają, że zwykły 550 konny F-Type R produkowany jest dla zniewieściałych, metroseksualnych facetów, co to właściwie są babami, czy jakoś tak.

Numer dwa. Lamborghini Centenario – 760 konny „zjeżony włos stojący na głowie” z silnikiem V12, który wyprodukowany będzie w ograniczonej liczbie dla uczczenia 100 urodzin założyciela firmy – Ferruccio Lamborghiniego. Tym razem bajki o limitacji egzemplarzy nie są przesadzone. Naprawdę – będzie ich tylko 40 sztuk po 1,6 miliona funtów każda.centenario_05_high

Bliżej rzeczywistości jaką znamy z naszych ulic, pokazano (niestety turbodoładowane i 4 cylindrowe – takie już uroki „Brukselizacji” przemysłu samochodowego) nowe Porsche Boxster, oznaczane od tej pory nr. 718, oraz kolejne wcielenie nowej dziewięćset jedenaski, czyli wersje 911 „R” mającą być jeszcze bardziej hardkorową wersją poczciwego „garbusa”, bardziej ekstremalną niż znane i lubiane 911 GT3.boxster2016-03

Znana z Formuły 1 firma McLaren pokazała natomiast hatchbacka… znanego jako model 570. Chociaż sposób dostawania się do bagażnika jest jedyną rzeczą jaką ten samochód łączy, powiedzmy z VW Golfem, bo reszta już raczej obydwa pojazdy dzieli np. sprint od 0-100 km/h zajmuje McLarenowi 3,4 sekundy (cóż, podwójnie doładowane V8 robi swoje).0amclarenm570

Miłym widokiem było także pojawienie się Fiata 124 Spider (szczególnie w wersji Abarth, w której ma mieć 300 koni przy wadze jedynie 1000 kilo), chociaż trzeba przyznać Fiat ten jest trochę smutnym świadectwem faktu, że firma z Turynu zgubiła gdzieś swoje tradycyjne „ja” skoro musi zwracać się do Mazdy o pomoc w skonstruowaniu dwumiejscowego samochodu sportowego. Mało tego wg. mnie Mx-5 wygląda od Fiata lepiej (bo niczego nie udaje). Ale czego się spodziewać po firmie, która dała nam takie wspaniałe auta jak Stilo, czy Linea. Tak, czy inaczej z przyjemnością powitam 124 Spider na polskich ulicach.2017-FIAT-124-Spider-front-view

Kolejna pozycja to mój absolutny ulubieniec stylistyczny, nieziemski i pozostający jedynie w sferze marzeń takiej psiny jak ja, Aston Martin DB11. Wygląda jak nowoczesna rzeźba na kołach (a na żywo podobno jeszcze lepiej), brzmi jak Zeus płuczący gardło, jego widok sprawia, że kobiety i mężczyźni zdejmują z siebie różne części garderoby. To, że będzie świetnie jeździł jest nieomal pewne. Jedyne co mi przeszkadza to użyte we wnętrzu przełączniki wzięte prosto z Mercedesa… no cóż ale Aston to mała firma i musi korzystać z dostawców komponentów.

db11-014 db11-018

Za to, jeśli już mowa o firma masowych, Renault wróciło za to do tego co potrafi robić najlepiej – czyli konstruowania szykownych, ładnych i praktycznych samochodów do wożenia ludzi a nie tylko ich ego (wszystkie wspomniane wyżej supercary wpadają w tą drugą kategorię) – pokazało bowiem nowego Scenic’a, który w porównaniu z nowym Espace nie tylko wygląda świetnie, ale jest pozbawionym nonsensu autem jakiego brakowało od dawna w ofercie  francuskiego producenta (no może nie licząc równie świetnego Captura, co do którego nazwy zdania bywają podzielone).

renault_scenic_02

Stawkę samochodów „dla ludu” choć bardziej sztokholmskiego niż warszawskiego zamyka eleganckie Volvo V90. Trochę nie rozumiem jak można chcieć dać się zaszufladkować jeżdżąc BMW (gangster), czy Mercedesem (inny gangster) skoro można wybrać Volvo (dentysta, architekt) – no chyba, że ktoś jest słusznym wyznawcą napędu na tylną oś, na co nic się nie poradzi bo V90 bokiem ronda nie pokonasz.

06_volvo_v90

Nie obyło się też bez koszmarków stylistycznych – i nie mam tu na myśli wszystkich tych potworności serwowanych co roku przez tunerów takich jak Mansory. Zwycięzcą w tej kategorii jest bez wątpienia Honda, które styliści tworząc nowego Civica tak przelicytowali z ilością linii, załamań i kątów, że nie powstydziliby się tego architekci niektórych, brutalistycznych polskich kościołów. Zresztą zobaczcie sami, to jeden z tych samochodów, który można by sprzedawać w sklepie jako but do joggingu.civic-gms-2016-000

To już wszystko jeśli chodzi o moją relacje z Genewy. Pamiętajcie – jeśli zdarzyłoby wam się nabyć któreś z tych cacek w niedalekiej przyszłości, zawsze możecie je ubezpieczyć (OC, AC, NNW) w Superpolisa.pl

Howgh.

Wasz.

Spox

 

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0

Spox

Submit a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *