Jak to jest na Goodwood Festival of Speed #FOS

To już było jakiś czas temu. To znaczy… od mojego powrotu z Anglii, w której to pobyt tak namiętnie relacjonowałem na naszej stronie na facebooku, minęły dwa tygodnie.

_ZUL5853

(Gigantyczna rzeźba Gerryego Judah w tym roku honorowała firmę Mazda)

Wakacje nie skłaniają do siedzenia przed komputerem. Wręcz przeciwnie. W myśl mojej akcji „Wyjdź na Spacer” staram się raczej spędzać ten letni czas na dworze, spacerując, poznając nowych ludzi i nowe psy, niż gapiąc się w komputerowy monitor. Ale, cóż czasem trzeba popracować. Czasem dobrze jest się odezwać też do tych, z którymi nie można mieć bezpośredniego kontaktu. Czyli do was. Choć mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy.

Ale do rzeczy. Wraz z moim Panem, około dwa tygodnie temu pojechaliśmy do Goodwood. Pod tą tajemniczą nazwą (swoją drogą sympatyczną bo w wolnym tłumaczeniu oznaczającą „Dobre Drzewo, Dobre Drewno, Dobry Las” a ja lubię naturę) skrywa się posiadłość w okolicach angielskiego miasta Chichester. Półtorej godziny drogi od Londynu, i jakieś 45 minut od Portsmouth. Posiadłość stara i tak ogromna, że nie można jej ogarnąć wzrokiem a dookoła jej murów jedzie się z pół godziny. Albo dłużej, jeśli stoi się w ogromnych korkach z ludźmi, którzy próbują się dostać na festiwal, ale o tym może za chwilę. Mój Pan do Goodwood jeździ już od pięciu lat, dla mnie był to debiut. Mój pierwszy raz na słynnym Festiwalu Prędkości organizowanym przez Charlesa Lorda Marcha.

_ZUL6030(Stadium Supertrucks, Rurowa konstrukcja, nadwozie półciężarówki i ogromne V8 pod maską)

22 lata temu Lord March, będąc względnie młodym, mieszkającym w Londynie fotografem mody, odziedziczył po swoim ojcu podupadającą posiadłość, w obrębie której znajdowało się lotnisko (podczas II Wojny Światowej stacjonował na nim polski dywizjon 302), tor wyścigowy zbudowany przez jego wujka, tor wyścigów konnych, oraz farma. Młody Charles, nie posiadający większych pieniędzy stanął przed wyborem. Albo mógł sprzedać rodzinne dobra, lub spróbować je „zrestrukturyzować” tak by zaczęły przynosić dochody. Jak możecie się domyślać wybrał tą drugą opcje – sprzedał część swojej ziemi firmie BMW pod nową fabrykę Rolls Royce’a, gospodarstwo przestawił na modną produkcję organiczną (hamburgery z organicznej wołowiny sprzedawane są dziś na terenie festiwalu, za bagatela 10 funtów za kawałek bułki z mięsem), oraz wymyślił, jako że wujek zaraził go pasją do starych wyścigowych samochodów, że na biegnącej przez park, tuż przed jego domem wąskiej ścieżce, można by zorganizować coś w rodzaju pokazowego wyścigu górskiego, podczas którego widzowie mogliby podziwiać zabytkowe i nowoczesne samochody sportowe, i wyścigowe, nie tylko stojące na podłodze jak w muzeum, ale poruszające się „pełnym gazem”, czyli zgodnie z przeznaczeniem. Robiąc to, do czego zostały zaprojektowane.

_ZUL6283(Dwie, dosłownie ziejące ogniem, wyścigówki Fiata z dwudziesto-kilko litrowymi silnikami)

Jak pomyślał, tak zrobił. Pierwsze edycje festiwalu były oczywiście dosyć skromne, ale teraz po 22 latach, marka jaką jest Goodwood jest tak silna, że firmy samochodowe i prywatni kolekcjonerzy z całego świata przywożą co roku do Wielkiej Brytanii setki samochodów, a także organizują premiery nowych modeli. Pokazanie, po raz pierwszy, nowego samochodu sportowego podczas Festiwalu Prędkości jest uważane za ważniejsze niż podczas salonu samochodowego we Frankfurcie. W tym roku swoją premierę miał tu najnowszy Ford Focus RS.

_ZUL5888(Niesamowite pawilony konstruowane przez firmy wyłącznie na Festiwal Prędkości)

Firmy budują więc gigantyczne, piętrowe pawilony, w których pokazują wszystkie swoje produkty. Biorą też udział w czymś co nazywa się „moving motor show”, czyli pokazowy przejazd pod górę wszystkich motoryzacyjnych nowości. Ci, którzy produkują samochody dla elit, biorą udział w „Supercar Run”, czyli podjeździe dla samochodów egzotycznych i supercarów. W żadnym innym miejscu nie można zobaczyć jadących zaraz po sobie (pełnym gazem) samochodów Koenigsegg, Pagani, Ferrari, Lamborghini i McLaren. Nic dziwnego więc, że podczas przedłużonego weekendu, od czwartku do niedzieli Goodwood odwiedza 75 000 ludzi dziennie. Bilety sprzedawane są jedynie w systemie przedsprzedaży i kosztują często (jeśli ktoś chce mieć miejsca na trybunach i bilet dwudniowy – w jeden dzień nie da się bowiem zobaczyć wszystkiego ) bagatela – 140 funtów.

_ZUL6124(Koenigsegg Agera RS jedzie pełnym gazem pod górę.)

_ZUL6101(Prosta startowa)

Ale w Goodwood nie chodzi o samochody nowe i prototypy. Chodzi o stare wyścigówki, nawet takie z początku poprzedniego wieku, ziejące ogniem potwory z silnikami lotniczymi o pojemności dwudziestu sześciu litrów i hamulcem ciernym na jedno, tylne koło. Chodzi o samochody Grand Prix z lat 30. 50. 60. i o kierowców, tych którzy jeszcze żyją, których tutaj (tak jak np. sir Stirlinga Mossa) można oglądać za kierownicami samochodów, którymi zwyciężali w zawodach. Triumfatorów wyścigów, ale także rajdów – tych długodystansowych jak Carrera Panamericana i krótko dystansowych, takich jakie znamy obecnie. W lesie, na terenie posiadłości jest bowiem zbudowany specjalny odcinek specjalny, na którym można podziwiać legendarne samochody rajdowe np. słynnej, zdelegalizowanej Grupy B. w rękach mistrzów takich jak Juha Kankkunen, czy jeszcze parę lat temu Bjorn Waldegard. Tylko w Goodwood po prostu przechadzając się, można uścisnąć rękę (albo łapę) legendom takim jak Rene Arnoux, Jean Ragnotii, Emerson Fitipaldi, Jean Alesi, Nelson Piquet, Arturo Merzario, czy młodym kierowcom – Jensonowi Buttonowi, Lewisowi Hamiltonowi, Kenowi Blockowi, lub zainteresowanym motoryzacją gwiazdom, takim jak Jay K z zespołu Jamiroquai, czy Nick Mason z Pink Floyd. To właśnie jest w Goodwood najważniejsze. Ta atmosfera. Mimo, że to gigantyczny piknik, w którego tłumie łatwo się zagubić, to można tu spotkać swoich idoli, popatrzeć na akrobacyjne pokazy lotnicze słynnych Red Airows, zjeść bardzo drogie kluski i przede wszystkim rozkoszować się dźwiękiem jaki powstaje przy spalaniu paliw kopalnych przez silniki spalinowe, samochodów z różnych epok, które podzielone na klasy zasuwają pod górę pełnym gazem (na końcu filmik z najbardziej spektakularnego przejazdu weekendu). A od chodzenia po posiadłości Lorda Marcha nogi same wchodzą człowiekowi (i psu) w zadek. Czyli warunki #wyjdznaspacer też zostają spełnione, bo robi się po terenie Festiwalu setki kilometrów na piechotę. Ja wiem jedno. Chcę tam jeszcze wrócić w przyszłym roku. Albo na jesieni, kiedy odbywa się kolejny fantastyczny pomysł Lorda Karola Marca, czyli Goodwood Revival – prawdziwe wyścigi na torze Goodwood, który Charles przez lata skrzętnie wyremontował, w których przedwojenne Bugatti stają w szranki z ciężkimi Bentleyami jak za dawnych lat. Wszyscy ubierają się wtedy w stroje z epoki i jest podobno naprawdę magicznie.

A jeśli chodzi o sam festiwal więcej znajdziecie tu.

A teraz zapraszam do galerii zdjęć, jest całkiem niezła :-)

_ZUL5798 _ZUL5832 _ZUL5863 _ZUL5865 _ZUL5867 _ZUL5873 _ZUL5880 _ZUL5885 _ZUL5918 _ZUL5922 _ZUL5933 _ZUL5951 _ZUL5958 _ZUL5964_ZUL6062 _ZUL6072 _ZUL6105 _ZUL6116 _ZUL6336 _ZUL6322 _ZUL6269 _ZUL6223 _ZUL6237 _ZUL6240 _ZUL6244  _ZUL6384_ZUL6373

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0

Spox

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *