Wspominamy nasz spacer po Syrii.

Przypomniałem sobie coś. Jakieś 3 lata temu, a może cztery… jeszcze byłem zupełnym szczeniakiem, byliśmy z moim Panem w Syrii. To była jesień tuż przed tzw. „Arabską Wiosną”. Mój pan miał pisać o Syrii artykuł, który niestety nigdy się nie ukazał, częściowo z powodu tego, że w między czasie włamano się nam do mieszkania i ukradziono wszystkie dyski ze zdjęciami (nie tylko z tamtego wyjazdu). Częściowo z powodu rewolucji i niepewnej sytuacji w regionie. Żadne pismo nie chciało polecać niestabilnych państw arabskich swoim czytelnikom.

Dziś, gdzieś w odmentach maila, znalazłem trochę „prewek” (czyli zdjęć w niskiej rozdzielczości, które mój Pan wysłał wtedy do redakcji jednego z pism podróżniczych), i zacząłem wspominać tamtą wyprawę.

Wspominać kraj o niesamowitych krajobrazach. Gdzie znaleźć można zarówno lasy, jeziora, morze, jak i piaszczystą pustynie rodem z filmu „Lawrence of Arabia”. Pełen zabytków (absolutnej klasy „zero”) np. dziedzictwa krucjat w postaci twierdz i zamków templariuszy (w Aleppo, czy Qal’at Salah al-Din i słynny Krak des Chevaliers, po którego korytarzach można było jeździć konno), słynnych kół wodnych w Homs, niesamowitej, antycznej Palmiry, gdzie polscy archeolodzy odkrywali (wtedy) kolejne budowle skrywane przez piaski pustyni.

Stojąca w cieniu położonej na wzgórzu, mauretańskiej twierdzy koloru palonej Sieny, antyczna, złota w barwie Palmira. Miasto wśród kominowych grobów postawionych na pustyni, tuż obok zielonej oazy, która niegdyś dawała jej życie zrobiła na nas największe wrażenie. Gdy przechadzając się jej ulicami obserwowaliśmy zachodzące nad pustynią słońce, starając się wyobrazić ludzi chodzących tymi ulicami 4000 lat temu (i psy też). Do niektórych spośród rzymskich domów można było jeszcze wejść na piętro, tak dobrze była ona zachowana. W Syrii, kraju rządzonym przez dyktatora nikt nie pilnował, czy weźmiemy sobie stamtąd bezcenny kawałek jakiegoś domostwa (nie wzięliśmy).

Widzieliśmy też ruiny kościoła „Szymona Słupnika”, który 30 lat spędził na szczycie marmurowego słupa, i ludzi. Przede wszystkim niesamowitych ludzi. Szyitów, Sunnitów, potomków Fenicjan, Chrześcijan, Kurdów – żyjących obok siebie. Ciemnych, jaśniejszych, niebieskookich, piegowatych. Jedliśmy ich uliczne jedzenie. Bawiliśmy się w klubach w uznawanej za „rozpustną” Latakii. Tzn. mój Pan się bawił… Ja niestety zostałem w hotelu. Psów nie wpuszczają.

Fakt, na każdym kroku towarzyszył nam funkcjonariusz bezpieki podający się za przewodnika… ale w chwilach gdy udało się przekupić papierosami kierowce, by zawiózł nas w miejsca nie objęte programem oficjalnym „Festiwalu Jedwabnego Szlaku” widzieliśmy zadowolonych ludzi i uśmiechnięte twarze. Dużo biedy, ale zero cierpienia.

Komu to przeszkadzało?

Zresztą popatrzcie sobie na zdjęcia kraju, którego już nie ma…

DSC_6611DSC_6640 DSC_6650 DSC_6673 DSC_6694 DSC_6760 DSC_6788 DSC_6840 DSC_6882 DSC_6932 DSC_7039 DSC_7060 DSC_7110 DSC_7124 DSC_7148 DSC_7249 DSC_7274 DSC_7336 DSC_7401 DSC_7500 DSC_7659 DSC_7706 DSC_7783 DSC_7871… reszta jest milczeniem…

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0

Spox

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *