Wspomnienia z deszczowego Bergen.

Trzy lata temu, w środku wakacji, gdy w Polsce szalały podobne upały jak dzisiaj, wraz z moim panem odwiedziliśmy Norwegię.

BLA_0248Konkretnie, polecieliśmy w okolice Bergen, gdzie Pan mój miał realizować reportaż o kościołach słupowych, niesamowitych drewnianych konstrukcjach budowanych bez użycia gwoździ (mamy taki jeden w Polsce na Dolnym Śląsku, Świątynia Vang). Sprawdziwszy pogodę zabraliśmy ciepłe rzeczy, parasole i uprzedzeni przez pewnego Norwega, że kiedyś w Bergen padało non-stop przez 3 lata i 325 dni – pakując również dobre humory i miny, do „złej gry” ruszyliśmy samolotem na podbój północy. W Warszawie szalał upa a Norwegia miała przywitać nas chłodno, ale przecież nie jesteśmy z cukru.

BLA_0112Nasze przewidywania sprawdziły się zresztą w stu procentach. Przejdę od razu do pewnego rodzaju puenty jeśli pozwolicie i zdradzę, że cały czas lało, a jak nie lało to było mgliście i wilgotno, było też bardzo drogo, a w nocy… jasno. Jednak obydwaj zakochaliśmy się w tym przepięknym skandynawskim kraju. Soczyście zielonym, wilgotnym a także (na przełomie lipca i sierpnia… śnieżnym!) I tak, tak – Fiordy mi z ręki jadły! Jakiem Spox!

To co tam zobaczyliśmy, mój Pan opisał w swoim artykule, który załączam poniżej, dla ciekawych świata i historii. To dosyć dokładny i kompletny opis naszych przygód. Może poza wizytą na górze zaśnieżonej przełęczy, z zabójczo piękną krętą drogą zwaną „Stegastein Highway” (czyli drogi Fv 243), oraz anegdotą na temat tego, że Pan mój zapomniał w podróż Ipoda i musieliśmy słuchać przez całą drogę płyty z muzyką country „Columbia Country Classics”. Bardzo polubiliśmy dzięki temu muzykę Country… kto by pomyślał, że będzie ona idealnie pasowała do krajobrazu. Zatem załączcie sobie „Big Iron” Marty’ego Robbinsa i siadajcie do lektury, oraz zdjęć.

„To the town of Agua Fria rode a stranger one fine day
Hardly spoke to folks around him didn’t have too much to say
No one dared to ask his business no one dared to make a slip
For the stranger there among them had a big iron on his hip”

BLA_0182„Długość Dźwięku Samotności”

W poukrywanych wśród fiordów wioskach, w krainie, w której góry spotykają się z morzem, królestwie wodospadów, krystalicznego powietrza i padającego na okrągło deszczu, powstały unikatowe w skali światowej budowle sakralne. Niezwykłe, bo nigdzie chyba wpływy pogańskie tak silnie i jawnie nie mieszały się z oficjalną doktryną chrześcijaństwa.

BLA_0390

Norwegia to kraj samotności. Z perspektywy turysty Skandynawia, w ogóle nie jest miejscem ciepłym, otwartym, w którym przyjaźnie zawiązują się w mig, a ludzie rozmawiają ze sobą z pasją i zaangażowaniem. Często krzywdzące stereotypy na temat państw, czy rejonów, wyłączając wyjątki potwierdzające regułę, bywają często prawdziwe. I tak „hiszpański temperament”, czy włoska otwartość, gościnność i „gwarność” mieszczą się w definicji „szufladkowania”, a jednak jako opisowe stwierdzenia na temat cech kraju są bardzo prawdziwe. Tak więc, Norwegia to kraj samotności, wyobcowania, zamknięcia się w sobie. Nie wdając się głębiej w dalsze analizy dotyczące wpływu położenia geograficznego i surowego klimatu na ludzką kondycję mentalną, a skupiając się na krajobrazie kraju, który będąc rzadko zaludnionym i historycznie, do niedawna bardzo biednym, nauczył się tenże krajobraz szanować, zamiast podporządkowywać kolejnym rewolucjom przemysłowym, trzeba stwierdzić, że samotność w Skandynawii jest rzeczą szlachetną.

BLA_0173To miejsce nie tyle na mapie co w umyśle, czy podróżuje się samemu czy w towarzystwie, które podlewane odpowiednimi obrazami sprzyja kontemplacji i uspokaja lepiej niż medytacja z mistrzem Zen. Obrazami skromnej drewnianej architektury domów, majestatem pejzażu, w którym niskie chmury prześlizgują się po zielonych górskich zboczach, tworząc szalone kolorystyczne kompozycje złożone z wielkich kropli deszczu, pojedynczych promieni słońca, błękitno-zielonej morskiej wody wcinającej się głęboko w górzysty ląd i wodospadów, które tutaj pojawiają się wszędzie, dosłownie, co dwadzieścia metrów – Norwegia działa na zmysły bez cienia subtelności. Jest po prostu spektakularna! Jedyny zmysł jaki nie jest tu bombardowany wrażeniami to słuch. Okolice Bergen i krainę fiordów zwiedza się w absolutnej ciszy.

BLA_0132BLA_0139BLA_0144

To co dla miejscowej izby turystycznej jest niefortunne tj. fakt, że ludzi odstrasza perspektywa wakacji pod znakiem ulewy (w niektórych miejscach nad Sognefjordem w lipcu zalega śnieg, a kiedyś w okolicach Bergen podobno padało non stop przez 3 lata i 325 dni), oraz to, że Skandynawia jest bardzo droga, docenią ci, którzy nie lubią czuć się jak sardynka w puszce muzeum watykańskiego, zamarynowani w tłumie hałaśliwych turystów. Szczególnie, że na torcie dziedzictwa światowego UNESCO jakim są tutejsze pejzaże znajduje się wisienka w postaci prawie tysiącletnich, niesamowitych, drewnianych kościołów słupowych (nazywanych również klepkowymi).

BLA_0552Charakteryzują je wewnętrzne kolumny przypominające maszty okrętów, sklepienia wyglądające jak odwrócone do góry dnem długie łodzie wikingów, z którymi zresztą dzielą ornamentykę – głowy smoków zdobiące dachy. Mityczne istoty strzegące świątyni nowej wiary? Tak na wszelki wypadek, gdyby trolle i lodowe giganty nie wierzyły tak mocno w tą całą historię z Jezusem, jak nowo nawróceni wierni. Skojarzenia ze statkami nie są przypadkowe. Kościoły budowali je ci sami rzemieślnicy, spod rąk i narzędzi których wcześniej wychodziły drakkary, snekkary, knory i karegi, skandynawskie łodzie wojenne i handlowe. Konstrukcyjnie Stavkirke (to po Norwesku dosłownie „Kościół Słupowy”) są równie interesujące. Budowane bez fundamentów, są swojego rodzaju konstrukcją samonośną, której szkielet stanowią pionowe słupy z ociosanych całych pni drzew. Gęsto ustawione były potem łączone montowanymi na zakładkę deskami, tworzącymi ramę, na której potem trzymają się ściany i wysoki, stromy, kryty gontem w kształcie łusek, dach. Czy raczej dachy, bo tych kościół słupowy ma kilka, po segmentowanych, nałożonych jeden na drugi.

BLA_0636

Nad całością górują wieże i wspomniane wcześniej przedstawienia smoków, chociaż nie zawsze, bo poszczególne kościoły różnią się od siebie znacznie. Część była wielokrotnie przebudowywana. Tak jak na przykład malutki kościół w Undredal, który bardziej wygląda jakby importowany był z Ameryki, prosto z filmu o dzikim zachodzie, niż jakby był dziełem brodatych wikingów. Część z nich swój obecny kształt zawdzięcza remontom przeprowadzonym po licznych pożarach, o które nie jest trudno w całkowicie drewnianym kościele. Większość, w związku z powyższym, a także z wielką wilgocią nie zachowała się do dzisiaj. BLA_0703

Z około tysiąca kościołów słupowych do dziś przetrwało 28.  Te którym się udało, lub zostały odbudowane na podstawie różnego typu dokumentacji, tak jak kościół Fantoft w Bergen spalony w 1992 przez blackmetalowego muzyka, który ze spóźnionym o 1000 lat refleksem stwierdził, że to nie dobrze, że chrześcijaństwo w ogóle zawitało do jego kraju, świadczą o tym, że chłodni i oszczędni, kojarzeni z minimalizmem Norwegowie byli mistrzami w rzeźbieniu, i kolorowym dekorowaniu swoich świątyń.  Wnętrza pełne są rzeźb i płaskorzeźb, soczyście kolorowych malunków na ścianach i sufitach, które nim wyblakły z czasem musiały być dużo mocniej nasycone (jak te w Kaupanger czy Undredal). Ich dekoratorzy pozwalali sobie często, tak samo jak architekci w przypadku smoków i maszkaronów an małe mrugnięcie okiem do zgromadzonych wiernych. I tak na przykład, w Borgund, najlepiej zachowanym kościele słupowym w Norwegii,  pomiędzy dwunastoma apostołami widać jednookiego Odyna… Nie tacy sztywni ci Norwegowie, jakby się początkowo wydawało.
BLA_0310 BLA_0331 BLA_0341 BLA_0880 BLA_0884 BLA_0950 BLA_0980 BLA_0988 BLA_1014 BLA_1051 BLA_1054 BLA_1111 BLA_1131 BLA_1204 BLA_1230

(*Tak, te kozy zjadają koparkę.)

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0

Spox

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *