Ubezpieczenie turystyczne, a sporty ekstremalne – jak dobrze kupić polisę?

Warto zatroszczyć się o odpowiednią ochronę i bezpieczeństwo, by wakacyjna przygoda nie zamieniła się w koszmar.

Bartłomiej Behnke Bartłomiej Behnke
Opublikowano: 16.05.2015, w kategorii:

Turystów podzielić można na dwie grupy – osoby wybierające się na wakacje z myślą o wylegiwaniu się na plaży oraz takie, które aktywnie spędzają czas wolny i podczas wyjazdów lubią spróbować czegoś nowego i ekscytującego. Jeśli bliższy jest Ci drugi model urlopowania, powinieneś pamiętać o odpowiednim ubezpieczeniu turystycznym. Tylko w ten sposób ochronisz się przed finansowymi konsekwencjami uprawiania niebezpiecznych sportów.

Nurkowanie, windsurfing, rafting, jazda na skuterach wodnych, wspinaczka górska i skałkowa, zwiedzanie jaskiń, paralotniarstwo… To tylko kilka dyscyplin, które znalazły się na ubezpieczeniowej liście sportów ekstremalnych. Co to oznacza? Tyle że ubezpieczyciel w razie wypadku odmówi sfinansowania kosztów przeprowadzonej akcji ratunkowej, pobytu w szpitalu, leczenia oraz transportu do kraju. Warto więc zatroszczyć się o odpowiednią ochronę i bezpieczeństwo, by wakacyjna przygoda nie zamieniła się w koszmar.

Czy to już sport ekstremalny?

Po pierwsze warto wiedzieć, że ubezpieczyciele stosują różne klasyfikacje sportów, a cena polisy zależy także od tego kryterium. W myśl ogólnej zasady wyróżnia się trzy kategorie:

– amatorskie uprawianie sportu – czyli aktywności służące odpoczynkowi i zabawie, zazwyczaj są one wliczone w podstawową składkę ubezpieczenia,

– ryzykowne uprawianie sportu – to dyscypliny uprawiane dla osiągnięcia maksymalnych wrażeń i niosące wyższe ryzyko urazu,

– sporty ekstremalne – czyli te, które wymagają ponadprzeciętnych umiejętności, kondycji i odwagi. Ich uprawianie może wiązać się zagrożeniem zdrowia i życia.

Siatkówka plażowa, jazda na rolkach w pobliżu domu wczasowego czy tenis to sporty, w przypadku których aby mieć prawo do pomocy turystycznego assistance i pokrycia ewentualnych kosztów leczenia wystarczy zwykła polisa. Zawsze gdy planujemy aktywny wyjazd, a w szczególności gdy chcemy spróbować sportów podwyższonego ryzyka, warto zajrzeć do OWU swojego ubezpieczenia turystycznego. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że nasza ulubiona forma aktywności zaliczana jest przez ubezpieczycieli do sportów ekstremalnych.

Popularne nie znaczy bezpieczne

Już w samych kurortach nie brak miejscowych atrakcji podnoszących poziom adrenaliny we krwi i dostarczających maksymalnych wrażeń. Większość z nich jest na tyle popularna, że ryzyko związane z tą dyscypliną powszechnie uważamy za niewielkie. Jednak jeśli dyscyplina znacznie zagraża zdrowiu, przez ubezpieczyciela zostanie skwalifikowana jako sport ekstremalny. Oznacza to konieczność wyboru odpowiedniego ubezpieczenia turystycznego uwzględniającego wyczynowy charakter uprawiania określonych dyscyplin. W takich przypadkach poszukiwać należy ochrony odpowiadającej indywidualnym potrzebom, tak aby zapewnić sobie maksymalne bezpieczeństwo i mieć gwarancję, że w razie potrzeby ubezpieczyciel zajmie się wszystkim za nas.

Zwyżki dla najodważniejszych

W zasadzie prawie każdą polisę turystyczną można poszerzyć o ryzyko związane z uprawianiem sportów ekstremalnych. Trzeba tylko sprawdzić czy rodzaj aktywności, który chcemy wypróbować, został objęty gwarancją ochrony. Uwagę należy także zwrócić na sumę ubezpieczenia i wyłączenia odpowiedzialności, które zostały zapisane w OWU. Decydując się na polisę turystyczną obejmującą sporty ekstremalne trzeba się liczyć z znacznymi zwyżkami. Zazwyczaj sięgają one 300% ceny standardowego ubezpieczenia. Należy jednak pamiętać, że koszty akcji ratowniczej i niezbędnego leczenia mogą okazać się równie wysokie jak dawka adrenaliny, której dostarczają ekstremalne doznania.

 

 

Polecane wpisy z tej kategorii

Mogą spodobać Ci się również

„Superpolisa rozwija sieć” – Puls Biznesu

„Superpolisa rozwija sieć” – Puls Biznesu

O czym pamiętać sprzedając polisę na wyjazd narciarski?

O czym pamiętać sprzedając polisę na wyjazd narciarski?

Po 10 latach mężczyźni bardziej przekonani do directu

Po 10 latach mężczyźni bardziej przekonani do directu