Dokąd zmierza przyszłość światowego ryzyka?

Jakub Nowiński Jakub Nowiński
Opublikowano: 03.12.2019, w kategorii:

Narasta przekonanie, że coraz trudniej jest przewidzieć ryzyko ubezpieczeniowe. Pojawiają się nowe zagrożenia. Starzejące się społeczeństwa wymagają rosnących kosztów opieki zdrowotnej. Cyberataki powodują paraliże firm i kradzież fortun z kont bankowych. Od lat 80. XX wieku same roczne straty z tytułu klęsk żywiołowych zwiększyły się ponad sześciokrotnie. Dokąd zmierza przyszłość branży, profesjonalnie zajmującej się szacowaniem ryzyka?

Według angielskiego The Economist, ubezpieczalne aktywa stają się coraz trudniejsze do oszacowania i ochrony. Dane sprzed roku mówią, że „aktywa trwałe” (budynki, wyposażenie fabryk) stanowiły tylko 16% wartości indeksu giełdowego S&P 500, w skład którego wchodzi 500 przedsiębiorstw o największej kapitalizacji. Pozostałe 84% to „wartości niematerialne” (m.in. własność intelektualna i reputacja). Co to oznacza? Ryzyko, które ubezpieczyciele mają pokryć, staje się coraz bardziej nieprzewidywalne. A to wymaga zmian w działaniu branży. Tymczasem na całym świecie ubezpieczyciele przeznaczają na rozwój technologii komputerowej zaledwie 3,6% swoich przychodów – to ok. 50% tego, co oferują banki.

Mali chcą więcej

Jednak coś się zmienia. Zwłaszcza małe firmy eksperymentują z ubezpieczeniami, o których do niedawna nikt by nawet nie pomyślał. Amerykańska firma Trupo zapewnia polisy na wypadek niezdolności do pracy dla pracowników dorywczych, od wizażystów aż po kierowców Ubera. Brytyjski Bought by Many odpowiada na potrzeby osób posiadających nietypowe dobra, np. modele linii kolejowych lub wyjątkowo egzotyczne zwierzęta. Beasley sprzedaje polisy obejmujące utratę reputacji.

Gorzej pod względem innowacji wygląda rynek dużych ubezpieczycieli, choć są tu chlubne wyjątki: w czerwcu 2019 r. Lloyd’s of London uruchomiła nowy, kosztujący 53 mln funtów dział, którego celem jest przyspieszenie rozwoju produktów. Większość ubezpieczycieli boi się, że organy regulacyjne będą ich karać za nieumyślne podejmowanie „innowacyjnego” ryzyka albo że nowa, np. oparta na sztucznej inteligencji metoda ubezpieczeniowa wykluczy konsumentów z pewnych grup, np. etnicznych. Efekt? Trzech z sześciu największych, europejskich ubezpieczycieli zamroziło lub zmniejszyło ostatnio swoje główne działy technologiczno-inwestycyjne.

Co nam daje parametryka

Za innowacje wzięli się za to mocno reasekuratorzy. Munich Re, główny akcjonariusz ERGO Hestii, zatrudnia aż 200 analityków danych, a pomysły pozyskuje od… pracowników. W zeszłym roku firma zapłaciła 250 milionów dolarów za berliński start-up, wykorzystujący czujniki do pobierania danych z maszyn przemysłowych.

Największym hitem i nadzieją na przyszłość wśród reasekuratorów są obecnie ubezpieczenie parametryczne. Zamiast wypłacać odszkodowanie po zdarzeniu, polisy parametryczne uruchamiają się, gdy wystąpi określony „parametr” – np. spadnie potężny deszcz, którego opady osiągną ustalony w polisie próg. Np. Swiss Re oferuje ubezpieczenie parametryczne na wypadek pandemii, opóźnień lotów i szkód wyrządzonych przez huragan w rafach koralowych. Klienci otrzymują swoje wypłaty od razu, a ubezpieczyciele oszczędzają czas i koszty likwidacji szkód.

Chiński fenomen

Reasekuratorzy są skłonni do podejmowania coraz szerszego ryzyka, współpracując z ubezpieczeniowymi firmami technologicznymi, przy czym przoduje w tym rynek azjatycki. Według niektórych analityków, pod względem innowacyjnej wyceny ryzyka wyprzedzają oni świat zachodni o… 15 lat. Np. czy kogoś nie zaskoczy fakt, że najcenniejszym ubezpieczycielem na świecie jest chiński Ping An, który powstał ledwie 30 lat temu? Zatrudnia 23 tysiące (!) badaczy, wydaje 1 proc. przychodów na innowacje i zgłosił ponad 12 tysięcy wniosków patentowych.

Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji Ping An wyszkolił 1,5-milionową armię agentów, którzy są o 50 proc. efektywniejsi od konkurencji. Szczęśliwie dla reszty ubezpieczeniowego świata, firma nie zamierza prowadzić zagranicznej ekspansji. Tę za to planują firmy Big Tech – m.in. Amazon, Apple i Google. Ich przepis na sukces jest dość prosty – własna „kopalnia danych” i sporo kapitału do ulokowania w nowej dla siebie branży. Problemem jest brak know-how, ale talenty da się do siebie pozyskać z rynku. A potencjalne zyski kuszą – według BCG w ubiegłym roku 25% czołowych firm ubezpieczeniowych przyniosła swoim udziałowcom średnio 24 proc. zysku. Tak czy inaczej, kolejna dekada w branży „szacowania ryzyka” zapowiada się bardzo ciekawie.

 

JN

Polecane wpisy z tej kategorii

Popularne tagi

Mogą spodobać Ci się również

Nowy oddział Superpolisy w Zduńskiej Woli!

Nowy oddział Superpolisy w Zduńskiej Woli!

październik 2014

październik 2014

sierpień 2016

sierpień 2016